Skip to main content
19 listopada 2021 / Porady psychologa

„Nie” ulubionym słowem – jak zmienić nastawienie?

Aleksandra Belta-Iwacz Psycholog dziecięcy, Mamologia

W życiu każdego dziecka przychodzi czas, w którym jego ulubionym słowem wydaje się być „nie”. To słowo pada w odpowiedzi na niemal każde pytanie rodziców, a czasem nawet jeszcze chwilę przed tym zanim zdążymy je zadać. I choć bywa urocze, to bywa również niezwykle trudne. Proste, codzienne czynności nieraz zaczają przypominać walkę, a rodzice dosłownie stają na głowie, żeby przekonać dzieci do tego, co konieczne.

Dlaczego tak jest?

Dziecięce „nie”, które tak nas drażni, to jednocześnie „tak”, które dziecko mówi samemu sobie. Podczas kiedy my słyszmy „nie będę się teraz ubierać!”, dziecko mówi jednocześnie „tak, chce się teraz bawić”, natomiast za „nie, nie pójdę w prawo” kryje się „tak, chce o sobie decydować”. To krótkie „nie” najczęściej skrywa za sobą potrzebę niezależności, autonomii, samostanowienia o sobie, a więc chęć zaspokojenia jednych z podstawowych potrzeb emocjonalnych człowieka.  Dzieci w ten trudny dla nas dorosłych sposób mówią o tym, co dla nich ważne. Dziecięce „nie” jest komunikatem, który czasem wymaga od nas niemal detektywistycznej pracy, żeby odkryć, co rzeczywiście dziecko chce przekazać.

Co z tym zrobić?

Podczas tego okresu pełnego różnicy zdań, warto pamiętać, że dzieci mają dobre intencje. To, co mówią czy robią nie jest przeciwko nam, a troską o siebie. Nie jest to więc wyraz buntu, a kształtowania swojej osobowości. Rodzicom z pewnością pomoże myśl: „to tylko taki etap”, „to nie jest przeciwko mnie”. Świadomość ta pozwoli nam uzbroić się w większe pokłady cierpliwości. Z takim nastawieniem zdecydowanie łatwiej będzie się dogadać, ponieważ pozbędziemy się chęci spacyfikowania małego buntownika.

Naszą rolą jako rodziców jest zaspokajać dziecięce potrzeby. To oznacza, że kiedy dziecko wchodzi w okres, w którym pokazuje nam swoją potrzebę samodecydowania czy niezależności, powinniśmy poszukać obszarów, w których możemy tę potrzebę zrealizować. Być może lody na śniadanie nie są obszarem do dyskusji, ale decyzja o tym, czy dwulatek założy dziś niebieskie spodnie czy zielone to już kwestia, którą możemy mu powierzyć. Podobnie w przypadku wyjścia do przedszkola. Decyzja o codziennym obowiązku należy do dorosłych, ale to maluch może wybrać, czy będzie tam szedł krokami wielkimi niczym słoń, czy małymi niczym myszka. O niezależność dziecka możemy zadbać także montując w szafkach uchwyty na jego wysokości (pod warunkiem, że ich zawartość jest dla niego bezpieczna), czy też ustawiając w kuchni drabinkę, która pomoże dosięgać do blatu. Zaspokojenie tych potrzeb na co dzień, nasycenie dziecka możliwością decydowania i samodzielności, ułatwi mu przeżywanie sytuacji, w których jego „nie” nie może być uznane.

W ten sposób dajemy maluchowi poczucie, że to co mówi jest słyszane. Nawet jeżeli działamy inaczej, niż by chciał, jego opinia jest zauważona. Dzieci nie potrzebują bowiem, żeby zadziało się wszystko o co proszą, ale zawsze chcą być wysłuchane i zrozumiane. Warto więc głośno powiedzieć o tym co widzimy: „Widzę, że zamiast na spanie, masz ochotę na wielką zabawę”. Jeśli celem, który przed sobą postawimy długoterminowo będzie chęć usłyszenia dziecka i przekonanie go o tym, że to, co mówi jest dla nas ważne, możemy osiągnąć prawdziwe porozumienie.

Aleksandra Belta-Iwacz Psycholog dziecięcy, Mamologia

Psycholożka, terapeutka pedagogiczna, praktyk metody Kids Skills, a także mama trzylatka. Na co dzień wspiera dzieci i ich rodziców, wierząc w ich kompetencję. Prowadzi konsultacje, zajęcia WWR, a także działania psychoedukacje, przekładając psychologiczne teorie na codzienne życie rodziców.