Skip to main content

Obowiązki domowe z dzieckiem

Przedświąteczny czas to okres pełen magii i radości, ale również wielu obowiązków i przygotowań. To dni, w których próbujemy zadbać o wiele rzeczy, zrealizować całą listę zadań, a jednocześnie pokazać dzieciom wyjątkowość oczekiwania na święta. Jak pogodzić przedświąteczną gorączkę i czas z dzieckiem?

Nadmiarowi obowiązków często towarzyszy poczucie, że bez dzieci byłoby nam łatwiej. Zrealizowalibyśmy swoje plany dużo szybciej i lepiej. Dzieci w tym czasie nie raz słyszą „zaraz”, „później”, „zaczekaj”. Tymczasem świąteczne przygotowania to w rzeczywistości doskonała okazja do zaszczepienia w maluchach chęci i umiejętności dbania o dom. Zaangażujmy całą rodzinę do procesu przygotowań świątecznych. Być może nie wszystkie zadania będą wykonane idealnie, ale dzięki temu spędzimy wspólnie czas, a dzieci poczują się ważne, potrzebne i nauczą się wielu rzeczy. Dlatego pierwszym punktem na naszej liście świątecznych obowiązków powinno być porzucenie perfekcjonizmu i wygórowanych oczekiwań. Zastanówmy się, jakie są nasze cele i jakie rzeczy uznajemy za priorytetowe. Jakie wartości chcemy pokazać dzieciom? To, czego potrzebują maluchy to pełen radości czas, spędzony z najbliższymi, a nie idealnie czysty dom i dwanaście potraw.

Na słowa „obowiązek”, czy „musisz” dzieci często reagują niechęcią. Dzieje się tak, ponieważ odbierają to jako przymus, co automatycznie wydaje im się nieatrakcyjne i kojarzy z nudą. Mam jednak dwa spostrzeżenia. Młodsze dzieci zazwyczaj chętnie angażują się w dorosłe czynności – np. takie, które rodzice wykonują codziennie, a nie dotyczą dzieci. Warto przyjmować pomoc maluchów – nawet taką, która nie raz sprawia więcej kłopotu niż realnego wsparcia. Istotne, by nie zniechęcić małego pomocnika. Starszaki natomiast lubią zadania, które dają szybki, niemal natychmiastowy efekt. Może to być na przykład dekorowanie domu czy ubieranie choinki. Dobrze sprawdzą się też wszelkie prace kuchenne. Przesypywanie składników, mieszanie, wałkowanie – to wszystko to nie tylko pomoc, ale też doskonała szansa na wspieranie rozwoju i umiejętności dzieci.

Jeśli mamy zadania, które rzeczywiście chcemy zrealizować samodzielnie i potrzebujemy chwili bez małego pomocnika, warto o tym porozmawiać. Powiedzieć o naszych planach, a wcześniej spędzić czas z dzieckiem na jego zasadach, tak by mogło nieco nasycić się naszą obecnością. Jeśli mamy taką możliwość, warto by ten czas dziecko mogło spędzać z drugim dorosłym. Na czas naszej pracy dziecko może też otrzymać od nas specjalne, bardzo ważne zadanie. Obowiązki powinniśmy dobrać do umiejętności dziecka.

Już 2-3 latek poradzi sobie z:
– wkładaniem rzeczy do pudełek
– sortowaniem przedmiotów

4-5 latek może pomóc w:
– wycieraniu kurzów
– nakrywaniu do stołu
– rozpakowywaniu zakupów

6-8 latek wesprze nas w:
– odkurzaniu
– układaniu ubrań

Powyższa lista to jedynie przykłady i sugestie. Warto proponować, pozwalać próbować, a przede wszystkim obserwować na co dziecko ma ochotę. Zwykłe czynności warto przedstawiać jako zabawę. Z powodzeniem możemy wykonywać je w rytm piosenki czy śpiewając. Chowanie przedmiotów może być tak naprawdę grą w rzucanie do celu, a odkurzanie sterowaniem potworem-zjadaczem śmieci.

Realizację obowiązków warto zakończyć wspólnym świętowaniem. Możemy w tym celu urządzić domowe kino, zorganizować bitwę na śnieżki lub pójść na spacer i wypatrywać najpiękniejszych świątecznych dekoracji. Zadbajmy, by ten czas był przede wszystkim czasem pełnym uśmiechu.

„Nie” ulubionym słowem – jak zmienić nastawienie?

W życiu każdego dziecka przychodzi czas, w którym jego ulubionym słowem wydaje się być „nie”. To słowo pada w odpowiedzi na niemal każde pytanie rodziców, a czasem nawet jeszcze chwilę przed tym zanim zdążymy je zadać. I choć bywa urocze, to bywa również niezwykle trudne. Proste, codzienne czynności nieraz zaczają przypominać walkę, a rodzice dosłownie stają na głowie, żeby przekonać dzieci do tego, co konieczne.

Dlaczego tak jest?

Dziecięce „nie”, które tak nas drażni, to jednocześnie „tak”, które dziecko mówi samemu sobie. Podczas kiedy my słyszmy „nie będę się teraz ubierać!”, dziecko mówi jednocześnie „tak, chce się teraz bawić”, natomiast za „nie, nie pójdę w prawo” kryje się „tak, chce o sobie decydować”. To krótkie „nie” najczęściej skrywa za sobą potrzebę niezależności, autonomii, samostanowienia o sobie, a więc chęć zaspokojenia jednych z podstawowych potrzeb emocjonalnych człowieka.  Dzieci w ten trudny dla nas dorosłych sposób mówią o tym, co dla nich ważne. Dziecięce „nie” jest komunikatem, który czasem wymaga od nas niemal detektywistycznej pracy, żeby odkryć, co rzeczywiście dziecko chce przekazać.

Co z tym zrobić?

Podczas tego okresu pełnego różnicy zdań, warto pamiętać, że dzieci mają dobre intencje. To, co mówią czy robią nie jest przeciwko nam, a troską o siebie. Nie jest to więc wyraz buntu, a kształtowania swojej osobowości. Rodzicom z pewnością pomoże myśl: „to tylko taki etap”, „to nie jest przeciwko mnie”. Świadomość ta pozwoli nam uzbroić się w większe pokłady cierpliwości. Z takim nastawieniem zdecydowanie łatwiej będzie się dogadać, ponieważ pozbędziemy się chęci spacyfikowania małego buntownika.

Naszą rolą jako rodziców jest zaspokajać dziecięce potrzeby. To oznacza, że kiedy dziecko wchodzi w okres, w którym pokazuje nam swoją potrzebę samodecydowania czy niezależności, powinniśmy poszukać obszarów, w których możemy tę potrzebę zrealizować. Być może lody na śniadanie nie są obszarem do dyskusji, ale decyzja o tym, czy dwulatek założy dziś niebieskie spodnie czy zielone to już kwestia, którą możemy mu powierzyć. Podobnie w przypadku wyjścia do przedszkola. Decyzja o codziennym obowiązku należy do dorosłych, ale to maluch może wybrać, czy będzie tam szedł krokami wielkimi niczym słoń, czy małymi niczym myszka. O niezależność dziecka możemy zadbać także montując w szafkach uchwyty na jego wysokości (pod warunkiem, że ich zawartość jest dla niego bezpieczna), czy też ustawiając w kuchni drabinkę, która pomoże dosięgać do blatu. Zaspokojenie tych potrzeb na co dzień, nasycenie dziecka możliwością decydowania i samodzielności, ułatwi mu przeżywanie sytuacji, w których jego „nie” nie może być uznane.

W ten sposób dajemy maluchowi poczucie, że to co mówi jest słyszane. Nawet jeżeli działamy inaczej, niż by chciał, jego opinia jest zauważona. Dzieci nie potrzebują bowiem, żeby zadziało się wszystko o co proszą, ale zawsze chcą być wysłuchane i zrozumiane. Warto więc głośno powiedzieć o tym co widzimy: „Widzę, że zamiast na spanie, masz ochotę na wielką zabawę”. Jeśli celem, który przed sobą postawimy długoterminowo będzie chęć usłyszenia dziecka i przekonanie go o tym, że to, co mówi jest dla nas ważne, możemy osiągnąć prawdziwe porozumienie.

Wpływ zabawy na rozwój dziecka

Zabawa jest naturalnym językiem dziecka. I choć dorosłym kojarzy się najczęściej z beztroskim i pełnym przyjemności czasem, to w rzeczywistości jest także najlepszym sposobem na naukę. Powodem jest intensywna praca dziecięcego mózgu podczas tych aktywności.

Dzieci są żądne wiedzy, ciekawe świata i nowych doświadczeń. Kiedy tylko stworzymy im odpowiednie warunki, będą chłonąć nowe informacje i opanowywać kolejne umiejętności. Dziecko, by móc się uczyć potrzebuje przede wszystkim czuć się bezpiecznie. Dlatego niezwykle ważne jest poczucie swobody i bycia nieocenianym, a także przestrzeń do podejmowania prób. Właśnie to wszystko daje dzieciom zabawa! Dodatkowo, znacznie łatwiej jest maluchom chłonąć wiedzę, kiedy mogą ją czerpać wieloma zmysłami. Nie tylko słuchać nowych informacji, ale też od razu móc działać. Ruszać się, dotykać, sprawdzać, badać, czyli dokładnie to co znajdziemy w zabawie. Aktywność mózgu zwiększa się kiedy mamy do czynienia z nowym i ciekawym doświadczeniem.

W czasie zabawy swobodnej, czyli samodzielnego poszukiwania zajęcia, dziecko po raz pierwszy uczy się organizacji własnego czasu. Wtedy także najłatwiej maluchowi wydłużać czas trwania zabawy, a więc koncentracji na danej czynności. W każdej zabawie dziecko poszukuje tego, co go interesuje – w ten sposób może odkryć pasję na bardzo wczesnym etapie. W końcu w wielu scenariuszach zabawy występują różne role, np. charakterystyka zawodu lekarza czy kucharza. Maluch rozwija swoją wyobraźnie podając magiczną kawę czy nieistniejący w rzeczywistości zastrzyk. Uczy się nie tylko działać według pewnego schematu, ale także odróżniania rzeczy realnych od nierealnych.

Ponadto, podczas tego procesu dziecko rozwija umiejętności komunikacyjne. Wcielając się w różne role, uświadamia sobie jak odmienne mogą być perspektywy różnych osób. To właśnie dzięki temu łatwiej mu rozumieć żarty czy ironie na późniejszym etapie rozwoju. Można śmiało stwierdzić, że przybliża mu to świat ludzi dorosłych w bezpieczny sposób.

Zabawa to także pierwsze doświadczanie porażek i sukcesów oraz nauka cierpliwości. Trzeba odnaleźć się w sytuacji, w której wieża z klocków nagle rozpada się niczym domek z kart, a autko nie dojeżdża do mety na torze wyścigowym. W ten niewinny sposób maluchy przygotowują się do konfrontacji z większymi wyzwaniami. Dowiadują się, że każda porażka jest okazją do kolejnej próby, a także uczą się prosić o pomoc i współpracować z innymi.

Podobnie jest w przypadku umiejętności manualnych. O sprawność palców i dłoni, konieczną do pisania, możemy zadbać proponując zabawy masami plastycznymi, jazdę ulubionym autkiem po śladzie czy pisanie palcem po mące. Umiejętność liczenia znacznie łatwiej opanować podczas zabawy w sklep, a czytanie podczas analizy instrukcji składania klocków. Na spacerze też można się uczyć, np. poprzez układanie liter z patyków czy liczenie kasztanów.

Kolejny aspekt zabawy to rozwój emocjonalny dziecka. Poza wspomnianym już oswajaniem się z nowymi czy trudnymi sytuacjami, emocje malucha mogą być regulowane poprzez ruch. Biegając czy skacząc uwalnia się kumulujące napięcie.

Zabawa pozwala dzieciom eksplorować świat, poznawać go i odnajdywać w nim swoje własne miejsce. To właśnie dzięki niej najłatwiej dziecku radzić sobie z emocjami. Istotne jest, aby pozwolić na beztroskie, dziecięce aktywności, a najlepiej się do nich przyłączyć:)